Na początek słów kilka...


Photo by Luma Pimentel on Unsplash
Rozmawiam sobie któregoś rana przy kawce z moim Osobistym Mężem i mówię ile rzeczy zrobiłabym inaczej gdybym mogła cofnąć czas o te chociażby 6 miesięcy. Na moje słowa Osobisty wypalił: a opisz to na blogu. No i siedze sobie teraz i pomyślałam a czemu nie. Może ktoś poczyta i może komuś pomoże. A może ja to po prostu sobie opisze i kiedyś pokaże Dzieciowi (o ile nas w tym kraju kiedyś od internetu nie odetną jak mawia Osobisty).

Ale do ad remu ;) 

Bio może najpierw: 

Wiek: 36 lat 
Zamieszkanie: Nie tak wielkie miasto
Zajęcie: biurwa (chwilowo na macierzyńskim)
Przychówek: Dzieć (wiek 4 miesiące), Osobisty Mąż (zwany dalej Osobistym)    i Kot 

Nasz Dzieć urodził się w czerwcu. Ciąża od początku problemowa zaowocowała spektakularnym zgarnięciem karetką z gabinetu lekarskiego na oddział patologii ciąży w 31 tc i trzymiesięcznym reżimem lóżkowym (chwalić bogów po miesiącu wypuścili mnie ze szpitala i zrobili z Osobistego Cerbera pilnującego, żeby żona leżała w domu i się nie forsowała). Na szczęście Dzieć donosił się do planowanej cesarki i wszystko rozwiązało się pozytywnie. No i mamy  Dziecia. 

Pewnie wszyscy wiedzą jaki szał poprzedza pojawienie się Małego Człowieka w życiu i w domu. My (mamy) dostajemy małpiego rozumu bo: 
  1. Hormony szaleją,
  2. Lekarze trzęsą się nad kobietą jak nad jajkiem co czasem kończy się zabawnymi a często stresującymi sytuacjami (a do apteki to juz w ogóle masakra wchodzić),
  3. Najbliższa rodzina to najchętniej kobietę by zamknęła na 9 m-cy w inkubatorze z żywieniem dożylnym i USG podłączonym 24/7,
  4. Internet podpowiada co robić, czego nie robić, co kupić, czego absolutnie nie kupować (im więcej się czyta tym więcej widzi się informacji, które totalnie się wykluczają) 
I tak dalej i tak dalej… 

Też się na to złapałam. I nie, nie chodzi mi o to, że mam za złe lekarzom, paniom w aptece czy rodzinie. Absolutnie nie! Ale dziś, z perspektywy tych 4 miesięcy widzę ile stresu mogłam sobie zaoszczędzić (i Osobistemu też)  i o ile fajniej przejść całą ciążę. 

Pierwsze o czym rozmawialiśmy ostatnio z Osobistym to co kupiliśmy i kompletnie się nie przydało a bez czego nie wyobrażamy sobie aktualnie życia. No bo wiadomo, Internet, reklamy i ugruntowane w człowieku poczucie „no przecież dziecku nie odmówisz?!” powoduje, że głupiejemy. Zanim pojawił się Dzieć to przeczesywaliśmy Internety w poszukiwaniu wyprawki i wrzucaliśmy na listę co należy kupić. Ceny oszałamiały, opinie się wykluczały, lista wydłużała się do rozmiarów Amazonki a my gubiliśmy się w tym coraz bardziej. Ale dzielnie lista trwała i sobie rosła, rzeczy sie kupiły, portfel się odchudził i…… Niedawno miałam okazję tę listę zweryfikować bo kilka Dziewczyn w moim najbliższym otoczeniu jest w ciąży i im ją wysyłałam. I przed wysłaniem musiałam ją gruntownie przeedytować bo kilka rzeczy mogło z niej spokojnie wylecieć.  W kolejnych wpisach będę po kolei lecieć z pozycjami. Może komuś pomoże :) 

Tymczasem idę się przespać.. Dziecio śpi snem sprawiedliwego, Osobisty pracuje dziś z domu i ogarnie jak się obudzi więc trza skorzystać z okazji żeby trochę chociaż pospać (bycie codziennie od pon do pt na nogach od 4 rano i w pełnej gotowości bojowej jednak daje do wiwatu...). 


Komentarze

Popularne posty