Jestem złą matką?

Tytuł nieco przewrotny ale ten wpis będzie terapeutyczny dla mnie.

Genezą wpisu jest fakt, ze w naszym pięknym kraju kobieta w ciąży a później mama staje się niejako „własnością ogółu” i każdy ma prawo skomentować, ocenić, doradzić, niezależnie czy jest to na miejscu czy nie. Na szczęście/nieszczęście wiekszą część ciąży spędziłam w szpitalu i w domu, niewystawiona na „dobre rady” ale po pojawieniu się Dziecia naprawdę zaczęło mi się przelewać od tych wszystkich komentarzy. 

Przyklady mozna mnożyć. Moja znajoma w ciąży słyszała: a na pewno się nie głodzisz? Tak mało przytyłaś (całą ciążę byla pod opieka diabetologa ze względu na zagrożenie cukrzycą). Druga słyszała: za duzo tyjesz, nie jedz tyle (ona spuchła, zdiagnozowano u niej tak jak i u mnie stan przedrzucawkowy). Czy komentowali lekarze? Nie. Lekarze robili swoje. Komentowali wszyscy dookoła. 

Po ciąży nie jest lepiej. U nas była taka sytuacja zaraz na poczatku: Dzieć ma jakieś 2 miesiące. Jestem w samym środku czwartego trymestru, noszę, bujam, przytulam. Jest sierpień, gorące lato. Siedzę w domu, wózek jest za ciężki żebym sama wyszła, ale wyjść muszę, chociażby do sklepu bo oszaleję. Zamotałam Dziecia w chustę i wychodzę. W drzwiach klatki spotykam sąsiada: „ależ przecież pani zaraz udusi to dziecko!”. Grrrrr. Obok sklepu widzę jakąś kobietę. Zlustrowala nas góra-dół i mówi: "przecież takie male dziecko potrzebuje czapki bo się przeziębi" (jest gorące lato, przypominam). W obu sytuacjach obdarzyłam ich promiennym uśmiechem i odpowiedziałam: "dziekuję, dajemy sobie radę". W środku gotowałam się ze złości. 

A to tylko kropla w morzu. Kolejny przykład: nie karmię piersią. Zaraz po urodzeniu Dziecia poczułam, że osuwam się na nowo w czarną dziurę bez dna (od dawna juz leczę depresję połączoną ze stanami lękowymi) i szybko skontaktowałam sie z moim lekarzem, który przywrócił mi leki. Dla mnie najważniejsza była równowaga psychiczna i walka o to, żeby Dzieć miał szczęśliwą mamę niż walka o karmienie piersią. Poddałam się? Może i tak, ale w tym momencie nie widziałam innej drogi. Czy żałuję że nie karmię? Absolutnie nie. I mało tego, ja codziennie utwierdzam się w tym, że to była dobra decyzja i NIGDY, PRZENIGDY nie będę oceniać innych mam wybierających tę drogę. Czy jestem oceniana? Oczywiście. Najczęstszym pytaniem zadawanym swego czasu bylo: „karmisz?”. Na odpowiedź: "tak, mlekiem modyfikowanym” słyszałam cale wykłady: ale to sztuczne, to chemia, dziecko będzie chore, alergiczne i w ogóle jak tak możesz. I dopiero po rozmowie z moim terapeutą uświadomiłam sobie, że opinie obcych nie powinny mnie obchodzić. Przyjaciele i rodzina wiedzą o mojej sytuacji i decyzji, i czy ją akceptują czy nie, nie komentują. Dzieć jest moim Dzieciem i robię wszystko żeby był kochany i szczęśliwy. A ja razem z nim. 

Kochane już mamy i przyszłe mamy. Jesli to czytacie to pamiętajcie: jesteście najlepszymi mamami dla Waszych dzieci i innych Wasze dzieci nie potrzebują. I nie musicie byc najlepszymi matkami na swiecie. Macie byc wystarczająco dobre. Tylko tyle i aż tyle :) 


Peace :) 

Komentarze